Cofnijmy się kilka miesięcy wstecz. Wiosną 2009 roku zostałem zapoznany z projektami reform, które były i są Elderlandowi potrzebne. Koncepcja dotyczy pełnej reorganizacji państwa, w tym zmiany ustroju, co spotkało się z moją aprobatą. Jej autorem był Simon bnt. McMelkor, mój współpracownik od niemal roku. W tym też czasie odrodziły się ruchy opozycyjne przeciw władzy Jego Królewskiej Mości Patrika II. Społeczeństwo było rozgoryczone awarią, która spotkała KE na początku 2009 roku, gdy straciliśmy ukończony w 80% system gospodarczy. Patrik II wprowadził wtedy stan wyjątkowy, co w moim przekonaniu było dobrym posunięciem, lecz systemu nigdy już nie odzyskaliśmy. Wielu obwiniało za tę stratę Patrika. Kolejny kryzys nastąpił latem zeszłego roku, gdy nasz kraj nawiedziła fala wirusów. Ze względu na nie chociażby dostawca hostingowi zablokował na jakiś czas stronę Elderlandu. Dodatkowo przyszedł czas, by uiścić opłatę za serwer. Wówczas zaczął się okres trudnych wyborów, które muszę podejmować po dziś dzień.
Zgodnie z wolą ludu i w porozumieniu z Patrikiem II zorganizowałem zbiórkę pieniędzy, by zapłacić za hosting. Jednakże w Królestwie powszechnie panowało przekonanie, iż król jest w kraju niemalże bogiem, bo panuje nad strukturami informatycznymi i wieloma instytucjami państwowymi. Nie podobało się to i w kręgu opozycyjnym zapadła decyzja, by zdobyć niezależny serwer. I tak też się stało. W listopadzie pozyskaliśmy hosting cal.pl. Patrik II nie został o tym poinformowany.
Kolejne wydarzenia potoczyły się lawinowo.. dokonano próby detronizacji Króla. Doszło do zrywu narodowego, nie pierwszego, ale bez wątpienia największego w historii. Już w październiku 2008 r. część społeczeństwa obróciła się przeciw Petowi von Wingenowi (obecnie Patrik II), a czele tzw. przewrotu październikowego stała osoba, która miesiąc później w wyniku elekcji została królem – Patrik I. Poprzednik i ojciec Patrika II. Wtedy iskrą zapalną były podejrzenia Markiza von Wingena o wolę przyłączenia Elderlandu do innego państwa.
Teraz przyjmuje się, iż wodzem był Simon McMelkor, a powodów rewolucji było bardzo wiele. Sytuacja przypominała nieco czajnik, który wybuchł.. bo zbyt długo trzymano go na ogniu. Już po próbie detronizacji Patrika zostałem wyznaczony, by odbyć z nim klarowną rozmowę na temat przyszłości Jego i Elderlandu. Ze względu na moją przyjaźń z Patrikiem II była to chyba najtrudniejsza rozmowa w moim wirtualnym życiu. Miałem zapoznać króla ze stanem faktycznym, tj. wytłumaczyć mu, że społeczeństwo prawie jednogłośnie opowiedziało się przeciw jego panowaniu, a następnie wystosować propozycję ugody. Niestety wspomnianego kompromisu nie przedstawiłem, gdyż zostałem zablokowany przez Patrika II (rozmowa odbywała się poprzez komunikator GG).
Następnie doszło do wydarzeń, które zapewne większość mikroświatowców zna, gdyż rozgrywały się na wielu publicznych forach. Między innymi w Gmachu Narodów OPM czy Unii Mikrooceanii. Nie będę na razie przybliżał szczegółów zawarcia ugody za pośrednictwem Misji OPM, gdyż historia ta mogłaby wzbudzić kontrowersje. Powiem jednak, że przez radykalnie nastawionych Elderlandczyków, szczególnie tych najwierniejszych ojczyźnie – OPM-owska ugoda została potraktowana jako klęska. Policzek dla rewolucjonistów. Był to jednak chyba konieczny kompromis, bo wielu z nas (w tym ja) pomału traciło siły, by dalej uczestniczyć w tych działaniach.
Obecnie Patrik II podjął już decyzję, iż ustąpi z tronu z dniem 25 stycznia br., a i pozbawił obywatelstwa pierwszego rewolucjonistę – Simona McMelkora. Wczorajszy dzień, gdy naród dowiedział się, że drugi z Patrików abdykuje, był dniem niezwykłym. Przeplatały się w nim uczucia smutku oraz spełnienia. Atmosfera była jak na stypie. Może dlatego, że walka dobiegła końca? Walka często z samym sobą. Walka o abstrakcyjny cel, który potrafił krzesać nadzieję. Ale nie! My walczymy dalej, o lepszą przyszłość, o jutro dla Elderlandu! Tylko jak.
Okres rewolucji był trudny zarówno dla mnie, jak i Elderlandu. Niejednokrotnie musiałem wybierać między tym co słuszne, a tym co konieczne. Wysokie cele muszą być okupione wysoką ceną. Ceną, którą Elderlandczycy zapłacili. Pomimo tego (wierzcie lub nie), iż nigdy dotąd nie pragnąłem być królem ani do tego nie dążyłem, to jako następca tronu przyjmę koronę. Mam nadzieję, że czerpiąc z doświadczeń, także tych rewolucyjnych, będę mógł wziąć udział w budowaniu nowego wizerunku Elderlandu.